Bar Turysta w Zielonej Górze
podbudowy drogowe, chudy beton, budowa dróg, stabilizacja gr

I have reason to belive.

Ostatnie kilka dni upłynęło naprawde wspaniale. Szczególnie niedziela- praca (niestety w niedziele), miasto, kosciół, pub... Ale nie taki zwykły irish pub pod publiczkę, turystów i tandeciarzy. To był bar z prawdziwego zdarzenia, a trafilismy tam przypadkiem. Juz po powrocie do domu dowiedziałam się z internetu, że to jedeno z najstarszych takich miejsc w Dublinie, założony w 1843 roku. Zobaczylismy tabliczkę "Live music- today evening" i bez zastanowienia ruszylismy wąskimi, niepozornymi schodkami wyłożonymi wykładziną na piętro. Sama sie dziwię, żeśmy w ogóle ten bar zobaczyli. Gdy weszliśmy na góre było pusto- pomieszczenie może z 20-30 metrów kwadratowych, a w środku jakas para i barman za kontuarem. Ściany wyłozone ciemnym drewnem, klimat niesamowity. Podeszłam do baru, zamówiłam. Barman sympatyczny, dowcipny, i oczywiście płomieniście rudy. Siedzielismy tak od około 20. O godzinie 20.45 nagle bar zapełnił się po brzgi w ciągu (słowo daję!) 2 minut- o 21 miała się zacząć muzyka. Muzyka na zywo= dwóch kolesi przy stoliku w rogu sali, popijających guinnessa i zasuwających na skrzypcach i gitarze, ach... było cudnie. Pierwszy raz od przyjazdu pozwoliłam sobie wypic troche więcej, choc czy 3 piwa mozna wogóle nazwac ilością? ;) Jestem pewna, że tam wrócę, najpewniej z Miraiem w przyszłym tygodniu- tak, to miejsce jest własnie esencją Dublina i całej Irlandii. Tej pieknej, zielonej Irlandii rozbrzmiewającej skrzypcamii.

W pracy jak w pracy. Ostatnio zrobiłam bład na kasie i szef na jakis czas wysłał mnie do układania towaru... Co za ulga. O wiele lepiej sie czuję bez tej presji, ze cos zrobie nie tak. Ludzie sa mili, pracuje sie tez miło. Zarabiam na własne marzenia.
Kiedy tylko mogę biorę jakies zastepstwa (jak np wczoraj) i w ten sposób mam co robic całymi, deszczowo-słonecznymi dniami.

Irlandia jest piekna. Jesli wszystko przebiegnie tak, jak bym chciała, to bedą to najpiękniejsze wakacje w moim zyciu, mimo, że z dala od domu i bliskich. Trzeba tylko dawac z siebie wszystko i wierzyć.

A w tym jestem dobra.


Chińscy Rzymianie
Mieszkańcy leżącej gdzieś na końcu świata chińskiej wioski mają nadzieję, że badania DNA dowiodą prawdziwości jednej z najdziwniejszych legend: potwierdzą ich pochodzenie od zaginionych w starożytności rzymskich legionistów.


Naukowcy pobrali próbki krwi od 93 osób mieszkających w Liqian, osadzie położonej w północno-zachodnich Chinach na skraju pustyni Gobi, ponad 320 km od najbliższego miasta. Szukają oni wyjaśnienia fenomenu, polegającego na tym, że duża część mieszkańców ma "zachodni” wygląd – zielone oczy, duże nosy, a nawet blond włosy.

"Naprawdę myślę, że pochodzimy od Rzymian" – mówi 48-letni Song Guorong o falującej czuprynie, mierzący metr osiemdziesiąt wzrostu. Ma wyjątkowo długi, zakrzywiony nos, czym różni się od swych niskich kolegów o okrągłych twarzach. "Są wśród nas osoby o nietypowych rysach. No i są historyczne świadectwa o istnieniu podobnych ludzi wiele lat temu" – mówi.

Opracowania wywodzące mieszkańców Liqian od Rzymian zelektryzowały biedny region, w którym leży wioska. Postawiono w niej nawet portyk, by przyciągnąć turystów. Również przy wjeździe do najbliższego miasteczka Yongchang stoi pomnik przedstawiający rzymskiego legionistę obok konfucjańskiego uczonego i muzułmanki. Ma to symbolizować rasową harmonię. Nawet przedsiębiorcy podchwycili tę ideę – na "Rozrywkowej Ulicy Cesarskiego Miasta" znajduje się bar karaoke "Cezar".

Tezę o związkach wioski z Rzymem wysunął po raz pierwszy profesor historii Chin z Oxfordu w latach 50. XX wieku. Homer Dubs połączył oficjalną wersję historii, głoszącą, że Liqian zostało założone przez żołnierzy pojmanych podczas wojny między Chińczykami a Hunami w 36 r. p.n.e., z legendą o zaginionych wojskach rzymskiego generała Marka Krassusa. W 53 r. p.n.e. Krassus został pokonany i ścięty przez Partów, mających swe imperium tam, gdzie dziś znajduje się Iran. Położyło to kres ekspansji Rzymu na wschód.

Utrzymywało się jednak przekonanie, że 145 Rzymian zostało pojmanych i przez lata przemieszczało się po tych terenach. Prof. Dubs wysnuł teorię, że jako najemni żołnierze dotarli na wschód, a 17 lat później oddział "tworzący rybie łuski" dostał się do chińskiej niewoli. Zdaniem profesora sformułowanie "rybie łuski" odnosiło się do rzymskiego "żółwia", czyli takiego ustawienia żołnierzy, że ze wszystkich stron chroniły ich tarcze.

Mieszkający koło Liqian Gu Jianming mówi, że bardzo się zdziwił, gdy powiedziano mu, iż może pochodzić od żołnierzy europejskiej armii cesarskiej. Zaskoczenie przeżył także, gdy urodziła się jego córka. Sześcioletnia dziś Gu Meina miała od początku blond czuprynę. "Zgoliliśmy ją miesiąc po jej narodzeniu, ale wciąż odrastała w takim samym kolorze – mówi. – W szkole nazywali ją żółtowłosą. Jesteśmy biedni i nie mamy grobowca rodzinnego, więc nic nie wiemy o naszych przodkach".

(...) Hipoteza profesora dotarła do Chin z 40-letnim opóźnieniem. Za rządów przewodniczącego Mao teoria o zagranicznych przodkach nie była mile widziana ze względów ideologicznych, więc ją wyciszono.

38-letni Cai Junnian mówi, że jego pradziadek opowiadał mu, iż w górach Qilian, w odległości półtora dnia drogi piechotą, są rzymskie groby, ale nigdy nie wiązał ich ze swoim niezwykłym wyglądem – ciemną karnacją i zielonymi oczami odziedziczonym po ojcu. "Ludzie myśleli, że mam chorobę skóry" – mówi.

Badania krwi mają zostać przeprowadzone w ramach projektu realizowanego przez naukowców i historyków dzięki złagodzeniu przez władze chińskie przepisów dotyczących badań genetycznych. Wyniki zostaną opublikowane w piśmie naukowym. Profesor Xie Xiadong, genetyk z uniwersytetu w Lanzhou, ostrzega jednak przed przedwczesnym entuzjazmem. "Nawet jeśli są potomkami mieszkańców imperium rzymskiego, nie oznacza to, że ich przodkowie służyli w armii Rzymu – mówi. – Cesarstwo obejmowało ogromny obszar. Wielu żołnierzy rekrutowano na miejscu, więc nic nie jest przesądzone".

Kwestia ta podzieliła pracowników wydziału historii na uniwersytecie. Niektórzy bronią owej teorii, inni ją odrzucają. Profesor Wang Shaokuan wykpił hipotezę prof. Dubsa, przypominając, że wśród Hunów byli nie tylko ludzie biali, ale także Azjaci czy Mongołowie.

Teoria, która podzieliła środowisko akademickie

Mieszkańcy leżącej gdzieś na końcu świata chińskiej wioski mają nadzieję, że badania DNA dowiodą prawdziwości jednej z najdziwniejszych legend: potwierdzą ich pochodzenie od zaginionych w starożytności rzymskich legionistów.

Naukowcy pobrali próbki krwi od 93 osób mieszkających w Liqian, osadzie położonej w północno-zachodnich Chinach na skraju pustyni Gobi, ponad 320 km od najbliższego miasta. Szukają oni wyjaśnienia fenomenu, polegającego na tym, że duża część mieszkańców ma "zachodni” wygląd – zielone oczy, duże nosy, a nawet blond włosy.

"Naprawdę myślę, że pochodzimy od Rzymian" – mówi 48-letni Song Guorong o falującej czuprynie, mierzący metr osiemdziesiąt wzrostu. Ma wyjątkowo długi, zakrzywiony nos, czym różni się od swych niskich kolegów o okrągłych twarzach. "Są wśród nas osoby o nietypowych rysach. No i są historyczne świadectwa o istnieniu podobnych ludzi wiele lat temu" – mówi.

Opracowania wywodzące mieszkańców Liqian od Rzymian zelektryzowały biedny region, w którym leży wioska. Postawiono w niej nawet portyk, by przyciągnąć turystów. Również przy wjeździe do najbliższego miasteczka Yongchang stoi pomnik przedstawiający rzymskiego legionistę obok konfucjańskiego uczonego i muzułmanki. Ma to symbolizować rasową harmonię. Nawet przedsiębiorcy podchwycili tę ideę – na "Rozrywkowej Ulicy Cesarskiego Miasta" znajduje się bar karaoke "Cezar".


Pustynia Gobi

Tezę o związkach wioski z Rzymem wysunął po raz pierwszy profesor historii Chin z Oxfordu w latach 50. XX wieku. Homer Dubs połączył oficjalną wersję historii, głoszącą, że Liqian zostało założone przez żołnierzy pojmanych podczas wojny między Chińczykami a Hunami w 36 r. p.n.e., z legendą o zaginionych wojskach rzymskiego generała Marka Krassusa. W 53 r. p.n.e. Krassus został pokonany i ścięty przez Partów, mających swe imperium tam, gdzie dziś znajduje się Iran. Położyło to kres ekspansji Rzymu na wschód. Utrzymywało się jednak przekonanie, że 145 Rzymian zostało pojmanych i przez lata przemieszczało się po tych terenach. Prof. Dubs wysnuł teorię, że jako najemni żołnierze dotarli na wschód, a 17 lat później oddział "tworzący rybie łuski" dostał się do chińskiej niewoli. Zdaniem profesora sformułowanie "rybie łuski" odnosiło się do rzymskiego "żółwia", czyli takiego ustawienia żołnierzy, że ze wszystkich stron chroniły ich tarcze.

Mieszkający koło Liqian Gu Jianming mówi, że bardzo się zdziwił, gdy powiedziano mu, iż może pochodzić od żołnierzy europejskiej armii cesarskiej. Zaskoczenie przeżył także, gdy urodziła się jego córka. Sześcioletnia dziś Gu Meina miała od początku blond czuprynę. "Zgoliliśmy ją miesiąc po jej narodzeniu, ale wciąż odrastała w takim samym kolorze – mówi. – W szkole nazywali ją żółtowłosą. Jesteśmy biedni i nie mamy grobowca rodzinnego, więc nic nie wiemy o naszych przodkach".

(...) Hipoteza profesora dotarła do Chin z 40-letnim opóźnieniem. Za rządów przewodniczącego Mao teoria o zagranicznych przodkach nie była mile widziana ze względów ideologicznych, więc ją wyciszono.

38-letni Cai Junnian mówi, że jego pradziadek opowiadał mu, iż w górach Qilian, w odległości półtora dnia drogi piechotą, są rzymskie groby, ale nigdy nie wiązał ich ze swoim niezwykłym wyglądem – ciemną karnacją i zielonymi oczami odziedziczonym po ojcu. "Ludzie myśleli, że mam chorobę skóry" – mówi.

Badania krwi mają zostać przeprowadzone w ramach projektu realizowanego przez naukowców i historyków dzięki złagodzeniu przez władze chińskie przepisów dotyczących badań genetycznych. Wyniki zostaną opublikowane w piśmie naukowym. Profesor Xie Xiadong, genetyk z uniwersytetu w Lanzhou, ostrzega jednak przed przedwczesnym entuzjazmem. "Nawet jeśli są potomkami mieszkańców imperium rzymskiego, nie oznacza to, że ich przodkowie służyli w armii Rzymu – mówi. – Cesarstwo obejmowało ogromny obszar. Wielu żołnierzy rekrutowano na miejscu, więc nic nie jest przesądzone".

Kwestia ta podzieliła pracowników wydziału historii na uniwersytecie. Niektórzy bronią owej teorii, inni ją odrzucają. Profesor Wang Shaokuan wykpił hipotezę prof. Dubsa, przypominając, że wśród Hunów byli nie tylko ludzie biali, ale także Azjaci czy Mongołowie.

źródło: The Daily Telegraph



© podbudowy drogowe, chudy beton, budowa dróg, stabilizacja gr design by e-nordstrom