Baska Woda Chorwacja
podbudowy drogowe, chudy beton, budowa dróg, stabilizacja gr

Baya...JEDŹ.
To będą niezapomniane wakacje, wiem co mówię. Chorwacja jest naprawdę piękna, chociaż odwiedziłam ją nie-w-ciąży.
Fakt, podróż samochodem będzie męcząca, ale...Austrię miniecie bardzo szybciutko. Kierowcy narzekają, że to strasznie nudne i męczące(nie zmienia się pozycji, ani szybkości prawie wcale). Problemem będzie Słowenia, tam drogi wyboiste ( no chyba, że naprawili przez te 5 lat), ale skoro możecie robić częste postoje, to nie widzę przeciwwskazań. Jeśli chodzi zaś o klimat w Chorwacji to jest on trochę cieplejszy niż Polski, ale to też zależy, gdzie dokładnie się wybieracie. Północna Chorwacja jest minimalnie cieplejsza od klimatu w Polsce, a w południowej części ta różnica jest dużo większa. My byliśmy w miasteczku za BAŚKĄ WODĄ ( jakoś tak się to pisze) i mieliśmy upały przez 10 dni, a niedaleko Zadaru cały ten czas padało. Polecam odwiedzić National Park Plitvička jezera, mnie się to osobiście nie udało ( taka ekipa), ale znajomi byli w zeszłym miesiącu i widziałam fotki.

My obiecaliśmy sobie z mężem, że jeszcze się tam wybierzemy...może za rok lub dwa...kto wie.

Moje kochanie też się oświadczyło nad morzem. Baska Voda - Chorwacja, wieczór, długi spacer, oglądanie światełek z drugiej strony zatoczki, za nami wielkie pinie i muzyka dochodząca z imprezy.. tak delikatnie w tle... było cudownie, szum wody, zapach soli i żywicy... pusto.. te światełka... Moje kochanie zaczęło od tego, że nigdy tego nie mówił... już wiedziałam co powie... dostałam przecudny pierścionek... potem było cudownie... później telefony do rodziców... a na koniec poszliśmy zobaczyć skąd muzyka i okazało się, że jeszcze zanim doszliśmy do sali z której było muzykę słychać (w końcu wcale nie doszliśmy do tej sali), to po drodze jest puste cementowe patio... zdjęliśmy buty i tańczyliśmy....właśnie do tej muzyki.. pod olbrzymimi piniami.... nigdy nie byłam taka szczęśliwa. Były to najbardziej romantyczne zaręczyny jakie można sobie wymarzyć.

Ja osobiście polecam - Chorwację okolice Splitu tj.miejscowość Omiś i Baśka Voda (na temat tej ostatniej, mogą wypowiedzieć się Kasia i Rysiek którzy również tam byli )
Pogoda 100% , ciepła woda, plaże...(wprawdzie niektórzy narzekają, że kamieniste - ale lepiej wygrzewać się na takich, niż na piaszczystym Polskim-zimnym morzem )
Polecam

Znam ten kemping z jednodniowego pobytu. Jest bardzo "cywilizowany", ze wszystkimi atrakcjami o które zapytacie. Nas zniechęcił iście niemieckim Ordnungiem: podzielony na kwatery, bardzo mało cienia i dostęp do morza w związku z tym niekiedy dosyć odległy.
Zmieniliśmy miejsce na kempingu Tiha przy miasteczku Silo i tu spotkaliśmy coś, co gorąco możemy polecić ! ok. 800 m od centrum miasteczka, duuuużo taniej niż Baska, z najdalszego miejsca do morza ok. 60 m.
Bardzo czyste i super urządzone toalety, natryski i miejsca mycia naczyń. Dla kamperów zlewnia szarej wody, co w Chorwacji nie jest zbyt często spotykane. Jedyny minus to zero cienia w części przeznaczonej dla turystów przyjeżdżających własnymi domkami.

To są nasze subiektywne odczucia, lubimy spokój, kameralne kempingi i dlatego uciekaliśmy z Baski. Nie mniej suną na ten kemping non stop sznury aut z Niemiec czy też Holandii i bardzo chwalą sobie pobyt na Basce !

Nie ściemniam. Tylko wbrew ostrzeżeniom Maćka ...rozkręcam się

27 sierpnia (NIEDZIELA)
Ostatni zasną – pierwszy wstał. Mały odreagowywał długą podróż w nocy – nie pospaliśmy sobie. A rano trzeba wstać i kolejne kilkaset kilometrów przed nami. Szybkie mycie, śniadanko, pakowanie. W końcu słoneczna Dalmacja na nas czeka!!! 8.20 – wszyscy na pokładzie. Kolejny tekścik małego w stylu „Pociskaj tatusiu bo jedziesz jak cadillac” – rodem z filmu Auta. Jedziemy autostradą. Potem znów gorsza droga i pod koniec Węgier znów wjeżdżamy na nowiutką autostradę. Przed granica kontrola. Autostradowa. Ruch ograniczony do jednego pasa a kontroler sprawdza tylko obecność naklejki w lewym rogu szyby samochodu. OK. – jedziemy dalej.

Godzina 12.20 – a my już w Cro. Tuż za przejściem granicznym dostajemy komplet materiałów informacyjnych o Chorwacji w języku polskim. A przy wjeździe na pierwszy odcinek autostrady do Zagrzebia dokładną rozpiskę kolejnych odcinków autostrad, zjazdów, atrakcji, odległości. Przydatna rzecz, choć pisana po węgiersku. Pierwszy odcinek (Gorican – Zagreb) już się kończy – na bramce płacimy 9 euro. Kilkanaście km i już wjeżdżamy na tę główną cestarinę. Tu na bramce wjazdowej dostaliśmy węgierskojęzyczną ulotkę z dokładniutką rozpiską zjazdów, stacji, atrakcji turystycznych. Na niebie coraz więcej chmur…nagle: jak nie lunie! Szok! Widać błyskawice – nie widać gór. Zasnute chmurzyskami niebo nie wróży najlepiej. Ale takiej ulewy to nikt z nas się nie spodziewał!!! Nic Ne widać. Szaro, brzydko. Do Splitu 240 km więc na bank się rozjaśni. Termometry na autostradzie wskazywały kolejno 17, 16, 14 stopni, aby spaść do 12,9 stopni Celsjusza! Ojj, to nie tak miało być – nie tak!!! Do Splitu 70 km a słonka ani widu!!!

Minęliśmy spokojnie tunele. Od strony Splitu spora kolejka do Sv Roka.
Nawet nie wspominałam o zwiedzaniu Szybenika, bo nikt z nas nawet by nie miał ochoty na spacer w strugach deszczu. Bramka wyjazdowa z autostrady. Płacimy 33,61 euro (drożej o 61 eurocentów niż rok temu). Tym razem nie pomyliliśmy dróg i Jadranską Magistralą mkniemy w stronę Makarskiej. Teraz już nie pada…teraz znowu leje i to tak, ze nawet widok morza nie był w stanie nas ucieszyć…
Jadąc patrzymy za znajome okolice, porównujemy z Ad 2005. Jest zielono, ale zacznie mniej kwiatów niż w pierwszej połowie lipca. Szkoda, purpura bugenwilli dodaje Chorwacji niesamowitego uroku…

Mijamy Pisak. A może by tak zajrzeć do Marina (to nasz zeszłoroczny gospodarz). W zatoce wypatrujemy delfinów – na próżno. Raz widać słonko, za chwilę znów leje. Naszą uwagę przykuły plamy brązowej wody na powierzchni Adriatyku. To deszczówka, która spłynęła z gór oczyszczając przy okazji miasteczko. Nie zachęca to zbytnio do morskich kąpieli…

Baska Voda, Polje… już Makarska. Mapka w ręce i szukamy Put Kulice. Rzeczywiście mocno pod górę. Koniec ślepej uliczki – miejsce na parkowanie autka, mały ruch…

I tu pierwsza niespodzianka. W domu przy Put Kulice 10 nie ma Stanko, z którym korespondowałam tylko jego mama, która mówi tylko po chorwacku. Wprowadza nas do apartamentu i … hola, hola. To nie ten, który zamawialiśmy: Nie ma dużego salonu, kuchni i co najważniejsze balkonu z widokiem na morze! Ona nic nie wie. Jak Stanko przyjedzie to wyjaśni. Teściowa ma niezłą podkówkę na twarzy. Mnie też niekiepsko. Ale w międzyczasie widzimy NASZ błąd. Pytaliśmy o apartament A2+2 – bo ten właśnie chcieliśmy. A Stanko w mailu nie napisał, że jest on w tym terminie zajęty. Tylko, że apartament A4+1 jest wolny i podał cenę. Cóż. To tylko 6 nocy. A że apartament czyściutki i miły więc nie grymasimy tylko zabieramy się za obiad. I od razu zza chmur wyjrzało słonko.

Trzeba przyznać, że apartament nowy i bardzo zadbany. Mocno wyliczone tylko wyposażenie kuchni – 5 noży, łyżek, łyżeczek, widelców, talerzy każdego typu. Brak misek czy salaterek – sałatki trzeba było mieszać w głębokim talerzu lub w garnku!
No i to raczej apartament wymarzony na upały, bo obie sypialnie mają okna wychodzące na mocno zacieniony taras – budzisz się rano po 8.ej a tu ciemno tak nie wiem co!
Czar czystości padł, po skorzystaniu z toalety. I tu dopadł nas kloaczny odór. Albo trzeba im polskiego hydraulika tam zawieźć, aby nauczył, jak się prawidłowo montuje syfony albo po prostu 12 000 Makarska i jej system kanalizacji nie jest w ogóle przystosowany do najazdu 20 000 turystów. W ślicznej i czystej łazience zaczęło niemiłosiernie cuchnąć. Fujjjj!!!!

Ale, że słonko nie przestało świecić więc przed 19.tą idziemy na pierwszy spacer promenadą. Miło zaskoczyła niewielka liczba turystów. Ale po 20.tej zaczęło się robić tłoczno i głośno. Knajpka obok knajpki, mnóstwo straganów, oblężony przez maluchy plac zabaw, co rusz to nowe statki kotwiczące w zatoce. Zresztą – komu ja to tłumaczę.
W markecie TOMMY robimy zakupy i wracamy do apartamentu. Miał rację ten, kto napisał, ze jest ostro pod górkę. Weszłam pchając wózek (Kacper uznał, że mama jest najszybsza i nikt inny nie dostąpił tego zaszczytu) i padłam bez sił. Plusem lokalizacji jest bliska odległość do Konsumu. I cena - 36 euro za noc. Zagląda Stanko i ostatecznie wyjaśniamy sobie nieporozumienie z A2+2 i A4+1.

Szukamy polskiej TV, aby przekonać się jak pojechał Robert Kubica w Turcji. Podsumowujemy podróż. W sumie trasa pokonana w 20 godzin. Przejechane dokładnie 1 390 km (wg via Michalin ta trasa wynieść miała dokładnie o 100 mniej). Czas chyba niezły biorąc pod uwagę max prędkość 130 km/h, liczne roboty drogowe z Słowacji i ograniczenia prędkości na Węgrzech.

I …w dobrych nastrojach idziemy spać. Powrót do góry

witam po powrocie ...
i stało sie historią...
w miare wolnego czasu bede tu opisywał jak było,i wkleje kilka fotek...najbardziej czasochłonne jest ich pomniejszanie...;(

wyjechalismy 4 lipca o 6 30 rano..niedziela..punkt 6 byliśmy z żona zagłosowac,zeby spokojne miec sumienie jak gdyby co..
toboły na intruderze spakowane juz wieczorem..pogoda na jazde wymarzona..18 stopni,bezwietrznie,słonecznie...kurtki i spodnie w pełnych ochraniaczach...
przez Czechy smig...Austria śmig..tylko na tankowanie postój..jaks kawka łyk wody...kanapka...przygrzewa z nieba już wakacyjnie..majtki i podkoszulki dawno mokre..wentylacje w kurtkach cos dajaale sa dobre do 23 stopni..a przy 40 w słoncu ..hmmm.ale lepsze to niz nic...na Słowenii zakup winietki 20 mni pauza i heja na Ljubljane...
nadmienie ,że jechalismy sami pierwszy raz w życiu na taka trase...na Austrii pokropiło jak zwykle w alpach,na odcinku 1 km...ale chromy w intruderze uwalona ile wlezie..na nast taknowaniu oczywiscie poleruje...

takm wiec pruje SŁOweNIĄ...ilekroć wskazówka predkościomierza dochodziła do 120 tempomat z tyłu sciskał mnie za ramie i Słyszałem w interkomie....ZWOLNIJ..;)
N o i tak sobie pyrkaliśmy az do granicy Chorwackiej,a celem na nocleg by Rovinj...spanko na szybko u miejscowego nie za tanio bo na jedna noc nigdy za tanio nie wyjdzie 30 euro od łba...klima,tv,i cały wypas...namiot i spiwory zapakowane w raze draki mamy..11 godz i 40 min trasa zajeła...tyle w czerwcu jechałem do sopotu...;)950 kilometrów to jak na cruiserka dobry wynik
http://maps.google.pl/map...209&ie=UTF8&z=6

po prysznicku wypad na miasto...jak to na miescie ..ładnie...;)



na drugi dzien spokojne sniadanko....pakowanie tobołów na moto..jak widzieliscie toboły na fotce.prawdziwa dama nie pojedzie z byle czym na wakacje...nawet mielismu suszarke do włosów,i zelazko malutkie turystyczne ,obie te rzeczy nigdy na nigdy nam sie nie przydały..;)
musze bardzo pochwalic moja Malgosie ze wszystko..to jej pierwszy sezon na moto..w zyciu nie jezdziła..a tu taka wyprawa..i nie marudziła..nic a nic...kto studiuje na bielskim ATH,to może bierze udział e jej wykładach...;)

ale do rzeczy...rano chromy pociągnąłem sciereczka typu flanela...;0)
wczesniej w domu zamontowałem gniazdo zapalniczki pod ładowarke do tel i navi min,i zakupiłem czajnik na zapalniczke który gotuje znakomicie wode na kawke..wole swoja kawe niz z cpn-u
wiec zaakowałem toboły..kuftu boczne...kufer centralny..torba z louisa..spiwory,namiot,karimaty...z 500kilo...9 gum ponaciągałem...2siatki trzymające kaski...trzyma sie dumn y jak pieron jestem z siebie.moja pani w pokoju woła...postaw tam stary na jeszcze jedna kawke...ale pewnie! wrzeszcze...podpinam..zagotowana woda...zalane kawka...za 20 min spokojnie wypita...9 godz wybiła....jadymy...czajnik do kufra..kaski na głowe.interkomy.rekawice i co..i ti,ti,ti,ti.......i nic..aku umarł po drugiej kawie....;)kręci a nie zapoli....kable rozruchowe mam..a owszem,ale na samym dnie...dramat...toboły curik rozpakowac i podpinam sie do auta gospodarza..po sekundzie odpala....WNIOSEK...NA 1 KAWE na 1 czajnik wystarcza prądu bez odpalania moto...;)

startujemy.PLAN JEST DOSC PROSTY..CALUTKIE WYBRZEŻE W 2 DNI///udało sie w 1 dzień dzieku pustym drogom..

ROVINJ,PULA,RIJEKA,I W DÓŁ AZ DO SPLITU..

http://maps.google.pl/map...052&ie=UTF8&z=7


plan wykonany w 100% ..pupcie strasznie bolały..dzien po dniu tak długie trasy dało sie odczuc..ale widoki zchwycające..moto szło bez zarzutu..pogoda igiełka...no fakt..pod Rijeką z niewidzialnej chmurki kidnęło deszczem na 10 min,ale ciuchy w 13 min wysychają....a ja znowu z flanelą poleruje chromy na postoju...;)

dotarlismy na miejsce wieczorem ok 22 godz..palmy..gwar..dziki zachód...w pierwszym napotkanym domku pytamy o spanie...i jest..pokój z klimą,łazienk,a i wypasiona kuchnią za 15 euro za głowe...autem byłem na chorwacji juz 8 razy i ceny sie nie zmieniaj.a..oczywiscie tarasik z widokiem na zatoczke..;)
zmeczeni rozpakowujemy tobołki..prysznic i w miasto..Baśka Voda to urocze miejsce...w tajemnicy musze powiedziec ,ze wracamuy tu z dziecmi 6 sierpnia na tydzien...dostalismy zniżke na spanie u naszej gospodyni..;)..ale jadymy autem...;(

zapacilismyza 8 noclegów..i tak codziennie.plaza.piwko,i inne napoje,a o południu wyjazdy w okolice...
OMIS-piekne miasteczko
SPLIT..wiadomo klasyka
DUBROWNIK.wiadomo.perła Adriatyku
MEDUGORIJE. w Bośni i Hercegowinie SANKTUARIUM...SWOJA DROGA NA NIE NAMÓWIŁ MNIE SPOTKANY w garadaciu NASZ FORUMOWY RADAR...DZIEKI ZA BROWKA I miło było poznac ekipe...;)
czas na wakacjach biegnie nieubłaganie...powrót przec Plitwice...potem nocleg nad Blatonem..zwiedzanie poraz kolejny Budapestu,ale piwerszy raz objazdowo z pokladu motocykla...a przez SLOWACJE TO JUZ rzut kamieniem do BB...W PRZYSZLYM ROKU POJEDZIEMY TAM ZNÓW NA MOTO,I TO NA DŁUŻEJ...;)))



© podbudowy drogowe, chudy beton, budowa dróg, stabilizacja gr design by e-nordstrom