ogródki działkowe Kraków Sprzedam
podbudowy drogowe, chudy beton, budowa dróg, stabilizacja gr


Kwestia budowy kopalni w Myszkowie wzbudziła wśród mieszkańców spore emocje. Otrzymaliśmy w tej sprawie wiele e-maili.

Generalnie myszkowianie widzą w tej inwestycji szansę na rozwój miasta i znaczne zmniejszenie bezrobocia. Najbardziej negatywny odbiór jest, co naturalne, w sąsiedztwie mającej powstać kopalni. Właściciele ogródków działkowych, mieszkańcy ulicy Szpitalnej i posesji zlokalizowanych na Mijaczowie w okolicy urzędu skarbowego boją się, że nie będą mogli spokojnie odpoczywać, a być może ucierpi i środowisko.

- Kopalnia tutaj? Chyba pan żartuje. Właśnie buduję sobie domek letniskowy - mówi pani Jadwiga, która wypoczywa na terenie ogródków działkowych.

Kilkadziesiąt metrów dalej, mieszkańcy ulicy Szpitalnej, którzy dowiedzieli się o planowanej inwestycji są jej przeciwni.

- To nie do przyjęcia. Myślę, że problem bezrobocia miasto powinno rozwiązać w inny sposób - mówi jedna z kobiet. - Nie pozwolimy na budowę kopalni.

Podobnego zdania było kilka innych kobiet siedzących na pobliskiej posesji.

W ubiegłym tygodniu dyrektor Strzelecki Metals Limited i zarazem prezes Śląsko Krakowskiej Kompanii Górnictwa Metali Wiesław Bogacz spotkał się ze starostą myszkowskim Marianem Wróblem i wicestarostą Janem Kierasem. Naświetlił im część zagadnień związanych z ewentualną budową kopalni i wydobyciem rudy. Na część pytań nie ma jednak na razie odpowiedzi. Więcej powiedzieć będzie można na ten temat po opracowaniu studium, które powstanie za około dwa miesiące.

Badania dotychczas udokumentowanych złóż w powiecie wskazują, że myszkowskie jest wyjątkowo wartościowe. Średnio światowe złoża zawierają 0,03-0,04 proc. molibdenu, podczas gdy pod polami będuskimi zawartość wynosi aż 0,12 proc., co stawia to złoże w ścisłej światowej czołówce. W ciągu kilku ostatnich miesięcy cena molibdenu wzrosła z 7,5 $ do 11,8 $. A zdaniem ekspertów, w ciągu najbliższych 3-4 lat cena się podwoi. W myszkowskiej rudzie występuje też bardzo cenny pierwiastek jakim jest ren. Jego gram kosztuje 350 $, a według szacunków, każda tona tutejszej rudy zawiera jego gram. Do tego jest jeszcze wolfram, dużo srebra, miedź i ind. Najbardziej bogata część złoża szacowana jest na 100 mln ton, a ekonomiczna część na 720 mln ton. Przy wydobyciu na poziomie 3-4 mln ton rocznie, jak to jest planowane, eksploatacja może potrwać 200 lat.

By można wybudować kopalnię, trzeba najpierw jednak uzyskać koncesję na wydobycie. A ta wiąże się ze spełnieniem całego szeregu wymagań i wieloma uzgodnieniami. Tego typu działalność musi zostać uwzględniona w planie zagospodarowania przestrzennego. Plan jest w trakcie opracowywania. Inwestor będzie musiał sporządzić opracowanie dotyczące oddziaływania na środowisko i spełnić bardzo rygorystyczne wymogi związane z jego ochroną. Jak mówi Bogacz, firma będzie musiała na ten cel przeznaczyć miliony dolarów. Pozostaje też kwestia nabycia gruntów pod kopalnię, które są własnością starostwa powiatowego. Starostwo nie może sprzedać ich z wolnej ręki, a jedynie w drodze przetargu. A na grunty są też inni chętni. Przetarg ogłoszony zostanie dopiero po uchwaleniu planu zagospodarowania. Prawdopodobnie pod koniec 2009 r.

Kopalnia miałaby charakter głębinowy, a więc jej oddziaływanie na środowisko byłoby nieporównanie mniejsze, niż przy kopalni odkrywkowej. Bogacz zdementował informację, że trzeba by zbudować staw flotacyjny o powierzchni 25 hektarów do gromadzenia odpadów rudy. Przy planowanym wydobyciu, tak duży staw jest niepotrzebny.


http://myszkow.naszemiast...ia/1027858.html

DZIENNIK POLSKI Kronika krakowska
21-08-2008

Planiści proponują zlikwidować ogródki działkowe w centrum miasta

Parki zamiast altanek


Byle jak ogrodzone, ze zdewastowanymi altankami i tandetnymi ozdobami - tak wyglądają ogródki działkowe przy rondzie Mogilskim i przy Błoniach. - Powinny zniknąć z centrum miasta, ponieważ je szpecą - mówi Elżbieta Koterba, prezes Biura Rozwoju Krakowa. - Ta działka to całe moje życie - twierdzi Władysław Szewczyk, 74-letni emeryt. O swoich ogródkach działkowicze mówią, że to oaza zieleni w mieście, ale zazwyczaj jest to zieleń - delikatnie mówiąc - nieuporządkowana. W altanach pomieszkują bezdomni, gromadzi się tam śmieci i pali w ogródkach ogniska. Wygląd działek pozostawia wiele do życzenia. - Ogród działkowy przy Błoniach znajduje się w miejscu, które jest wizytówką Krakowa. Proszę sobie wyobrazić taką sytuację, że powstanie tam planowana sala koncertowa i goście, którzy z niej będą wychodzić, natkną się na widok rozlatujących się altan z namalowanymi bocianami - mówi Elżbieta Koterba, autorka koncepcji planu zagospodarowania dla Małych Błoń, czyli terenu przy Rudawie, na którym znajdują się m.in. ogródki działkowe. Według Elżbiety Koterby działki z centrum miasta powinny zostać przeniesione w inne miejsca. - Ja rozumiem, że uprawianie ogrodów to często jedyne hobby dla starszych ludzi, ale przecież mogą się tym zajmować na peryferiach miasta - uważa. Podobnego zdania jest Włodzimierz Pietrus, radny z miejskiej Komisji Planowania Przestrzennego. - Można mieć wiele zastrzeżeń do wyglądu tych ogródków. Nie chcemy jednak ich odbierać starszym ludziom. Mogą zostać przeniesione na obrzeża, a nawet poza miasto. Na przykład HTS ma ogródki pracownicze poza Krakowem - mówi. Nawet radni, którzy są działkowcami, zgadzają się, że coś z tym problemem trzeba zrobić. - Powinny powstać jakieś uregulowania, które uporządkują wygląd ogródków. Poza tym dobrze by było, aby przy działkach znajdowały się kontenery na śmieci - mówi Dominik Jaśkowiec, przewodniczący Dzielnicy III Prądnik Czerwony, a jednocześnie właściciel działki na Dąbiu. Przyszłością ogródków w Krakowie zainteresowała się ostatnio Komisja Planowania Przestrzennego Rady Miasta. Zażądała od prezydenta, aby przygotował swoje stanowisko w tej sprawie. - Zauważyliśmy, że działania magistratu są niekonsekwentne. W niektórych miejscach planuje się pozostawić ogródki, w innych zlikwidować. Dlatego poprosiliśmy prezydenta, aby przedstawił nam koncepcję - co zrobić z ogrodami działkowymi w całym Krakowie - informuje radny Pietrus. Prezydent Jacek Majchrowski powołał zespół złożony z radnych i urzędników, który ma się tym zająć. Na razie władze miasta przymierzają się do likwidacji ogródków na Małych Błoniach, czyli na tyłach ul. Piastowskiej, przy Rudawie. Chcą te tereny przeznaczyć m.in. na park. Na ogródki działkowe w centrum miasta ostrzą sobie zęby deweloperzy. - To bardzo atrakcyjne działki. Za metr kwadratowy przy sądach czy przy Błoniach deweloperzy byliby skłonni zapłacić nawet 1 tys. zł - mówi Tytus Misiak, prezes Stowarzyszenia Budowniczych Domów i Mieszkań. Sprzedaż ogródków pod budownictwo zdarza się jednak w Krakowie bardzo rzadko. W ciągu ostatnich lat deweloperzy wykupili ogrody działkowe przy ul. Lublańskiej od dominikanów, czyli dawnych właścicieli, którzy je odzyskali od Polskiego Związku Działkowców. Teraz firma przygotowuje się do postawienia w tym miejscu osiedla. Zazwyczaj nie jest jednak tak łatwo zlikwidować ogródki. Najpierw musiałyby zostać dla nich uchwalone plany zagospodarowania, a to trwa latami. Jeśli w planie teren zajęty przez działkowców zostanie przeznaczony na park, to miasto będzie mogło go tam urządzić, ale dopiero po przeniesieniu ogródków w inne miejsce. - Jeżeli gmina chce przeznaczyć ogrody działkowe na cele publiczne, takie jak parki czy drogi, to - zgodnie z prawem - może to zrobić. Wiadomo jednak, że działkowcy będą protestować. Ja nie jestem jednak przeciwko przeniesieniu ogródków z centrum na obrzeża, w końcu my też jesteśmy mieszkańcami Krakowa i szanujemy to, że gmina może mieć swoje priorytety - zapewnia Romunald Nocuń, prezes małopolskiego oddziału Polskiego Związku Działkowców. Czy plany miasta uszanują inni działkowcy? - Zielony teren w tej części miasta jest potrzebny - uważa 91-letni Józef Panek, który ma ogródek działkowy przy rondzie Mogilskim. - Ta działka to całe moje życie. Wychodzę z domu rano, potem żona przynosi obiad i wracam wieczorem. Nie mogę ciężko pracować, jestem po operacji, a trzeba coś robić - mówi Władysław Szewczyk, 74-letni emeryt. Planiści uważają jednak, że w Krakowie powinno powstać więcej terenów zielonych otwartych dla wszystkich, a działki są dostępne tylko dla ich właścicieli. Tylko jeden z 86 krakowskich ogrodów działkowych znajduje się w użytkowaniu wieczystym Polskiego Związku Działkowców. 27 ogrodów ma tylko użytkowanie jako formę własności gminy, a sytuacja prawna pozostałych jest nieuregulowana, co oznacza m.in., że o te tereny upominają się byli właściciele. AGNIESZKA MAJ, (MRO) amaj@dziennik.krakow.pl 86 tyle ogrodów działkowych znajduje się na terenie Krakowa Komentuje Jan Maciej Chmielewski, pełnomocnik prezydenta Krakowa ds. opracowania studium zagospodarowania: - Ogródki działkowe powinny istnieć w miastach, ponieważ są terenami zielonymi, które powstrzymują przed chaotyczną zabudową. Inna sprawa - jak wyglądają. Powinny zostać uporządkowane. W europejskich miastach także powstają ogrody w centrum miasta, ale tam jest wysoka kultura urbanistyczna i wszystko jest uporządkowane. Są to zresztą ogrody, w których rosną głównie kwiaty. Pod Monachium na terenach byłego lotniska powstaje zespół mieszkaniowy, który będzie miał wydzielone ogródki. Będą one jednak założone przez dewelopera, z takimi samymi altanami i taką samą małą architekturą, ławkami, lampami. W Wiedniu widziałem zespół mieszkaniowy z lat 70. ubiegłego wieku, w którego środku była enklawa zieleni. Mieszkańcy tych bloków mogli tam sadzić kwiaty. Na świecie panuje tendencja do przyznawania ludziom w mieście prawa do uprawiania swojej ziemi. Mogą to jednak robić pod ściśle określonymi warunkami; z góry mają narzucony kształt ogródków i nie wolno im tego zmieniać.



© podbudowy drogowe, chudy beton, budowa dróg, stabilizacja gr design by e-nordstrom