Szekspir w Gazecie Wyborczej
podbudowy drogowe, chudy beton, budowa dróg, stabilizacja gr

" />pierwsze podejście jest facynujące ;p bo nieznane, nie wiadomo co z czym i jak się za to zabrać. ale później coraz bardziej i bardziej przyjemniej... [ale mi się teraz w glowie z czymś porownalo, ale cicho tam;p]

teraz zamierzam po kolei przeczytać i obejrzeć z gazety wyborczej Shakespeare`a. Romeo i Julia już obejrzalam, a jeszcze przede mną 4 sztuki, [jezus nie mam czasu nawet]. no i po kolei będę czytać. trochę mi zejdzie, ale to tylko przyjemność ;)


i może przez to nastawienie nie zwrócili nawet uwagi na sygnały TAWS - przecież
kiedy ich szkolono, TAWS-ów jeszcze nie było, a język angielski był językiem potencjalnego wroga
......
I jeszcze coś - z psychologii: http://wyborcza.pl/1,105743,7974264,Nikt_nie_zawolal__Opamietajcie_sie_.html


Kolego, nie wiem, co robiłeś, gdy obradował okrągły stół. Ja już pracowałem, ale angielskiego nauczyłem się wcześniej na bdb w państwowej szkole. A ci piloci (oprócz starego trepa, który się wpier[mogę dostać ostrzeżenie, a co mi tam]niczył się do kabiny) wtedy latali jeszcze po podwórkach z pepeszami z patyków.

gazetę wyborczą z jej konfabulacjami odwieśmy tam, gdzie jej miejsce, to znaczy na haczyk w kiblu na wypadek braku papieru lepszego gatunku. Kompletne brednie o instynkcie stadnym. Wyobraźmy sobie: nasz kolega został niesprawiedliwie zje[tak, nie boję się]chany za stosowanie procedur, to my co robimy? Wystawiamy go na durnia i ślepo spełniamy zachcianki? Czy właśnie w odruchu zawodowej solidarności postępujemy tak, jak on, aby uwiarygodnić jego postawę i nadać sens swojej pracy? Inaczej właśnie mógłby nas zastąpić jakiś autopilot, do którego dyrektor Kazana wprowadziłby współrzędne lotniska Smoleńsk.

Dygresja: Ja na przykład, będąc zwykłym nielotem-elektrykiem, zawsze staram się stosować procedury. Nie robię pod napięciem i odradzam innym w ten sposób: "Dziesięć razy zrobisz pod napięciem i nikt nie zauważy, że coś robiłeś, a raz zaświecisz łuk, wyleci całe zasilanie - wtedy powiedzą <Du[nie boję się]pa, nie elektryk, korki wywalił!!!> Trzeba wyłączyć i powiedzieć <Przerwa>. <A ile potrwa?> <Aż skończę>. Wtedy docenią twoją pracę".

Chcieli zasłużyć na gratulacje i podziękowania po udanym lądowaniu? Bzdura, każdy z pasażerów, z Pierwszym włącznie, uznałby, że wylądowali, bo się widać dało, gdyby się nie dało, to by nie lądowali. Krótki uścisk dłoni w najlepszym razie - czy to wystarczy, aby wytworzyć instynkt stada czy myślenia grupowego z Prezydentem - jednak osobą z innej półki? Czy to więcej niż noce i dnie przepite w towarzystwie innych pilotów w szkole i na szkoleniach? Aby niewypowiedziana myśl Pierwszego była ważniejsza od instynktu sfory i sprzeciwu wobec pomiatania oficerami?

W ogóle widzę tu od początku tragedię na miarę "Makbeta" Szekspira, z tym wiadomym wieszczeniem Komorowskiego (gdzieś poleci) i Sikorskiego (były prezydent LK), z tym ujadaniem kundli po incydencie w Gruzji, gdzie niestety jeden z krytyków tchórzostwa sam został (nomen-omen) bohaterem smoleńskiej tragedii. Nie mówiąc już o nieszczęściu rodzin polskich żołnierzy powtórzonym tragicznym echem po 70 latach. A w centrum wydarzeń "mały człowiek" i generał w kabinie pilotów. Wszystkich tych, którzy po wypadku Casy znaleźli się w kokpicie jakiegokolwiek samolotu nie należąc do jego załogi należy wpakować do ostatniego Tupolewa i wysłać na autopilocie w największą mgłę. Bo widać omówienie wypadku nadzwyczajnego na zbiórce trepów jest daleko niewystarczające, skoro nadal takie zachowania należały do normy



© podbudowy drogowe, chudy beton, budowa dróg, stabilizacja gr design by e-nordstrom