SZKLANE DRZWI CZARNE
podbudowy drogowe, chudy beton, budowa dróg, stabilizacja gr

Sen z 6 Stycznia 2008 roku:

Byłem w dziwnej sali. Od połowy w dół była trawiastym stokiem góry kończącym się na ścianie. Ludzie byli wybierani dwójkami i trójkami, po czym mieli schodząc z górki składać zdania z porozrzucanych słów i je tłumaczyć. Szło to szybko, a słowa, pomimo że były napisane białą farbą na drewnianych tabliczkach zmieniały się w mgnieniu oka. Nadeszła moja kolej i wyszedłem z innym człowiekiem, jednak gdy schodziliśmy on nic nie mówił, a ja nie mogłem zebrać zdania, bo słowa były bezsensowne i nie dawały się ułożyć. Słowa oznaczały miotłę, zmiotkę i cztery kwadraty, i pomimo tego, że rozumiałem ich znaczenie, nie mogłem ich przetłumaczyć ani wypowiedzieć. Spojrzałem za siebie i wszyscy wybuchli krótkim, bezmyślnym śmiechem. Spojrzałem na człowieka obok, który stał teraz daleko ode mnie, obok tablicy, która nie była czarna, ale przypominała widok na zielone pagórki z błękitnym, zachmurzonym niebem. Wchodząc po schodkach na miejsce nie przejmowałem się nikim i miałem ich gdzieś. Wyszedłem z sali i szedłem gmachem starej budowli przed siebie ubrany na czarno z plecakiem na ramieniu i słuchawką w jednym uchu. Skręciłem w lewo i zacząłem schodzić po starych, drewnianych schodach, które nagle zmieniły się w nowoczesne metalowo-szklane schody. Gdy zszedłem, stanąłem po lewej stronie pod owalnym słupem, który mógł być windą i rozmawiałem z jakimś chłopakiem, który pytał mnie, dlaczego taki jestem. Odpowiadałem mu, że wolę być autentyczny i nie będę dopasowywał się do tłumu, ale robił to, co jest zgodne z moimi przekonaniami. Rozmawiając szliśmy przed siebie, na wprost od schodów, ominęliśmy kolumnę i kolejne schody. W tym momencie zadzwonił mi telefon i puściłem strzałkę, ale zapomniałem go wyłączyć i po włożeniu do kieszeni odezwał się głos babci, więc odebrałem i przeprosiłem za ten telefon. Doszliśmy pod salę i jeszcze chwilę dyskutowaliśmy, po czym ludzie zniknęli, a ja wszedłem na minione schody, dzwoniąc do kuzyna. Stanąłem w połowie i patrząc na Emilę stojącą z dziwnym urządzeniem zawieszonym na szyi i postawionym na brzuchu, znajdującą się za szklanymi drzwiami, na zewnątrz, rozmawiałem z kuzynem o spotkaniu. Mówił, że nie mają korkociągu i mam przyjechać im otworzyć butelkę. Znalazłem się na ulicy w nocy, a po chwili w pokoju kuzyna. Oprócz nas nie było nikogo i znów ktoś zaczął do mnie dzwonić. Otworzyłem szafkę i wszystkie rzeczy wyleciały. Zacząłem je układać, przy czym kuzyn poprawił mnie, że kołdra musi być cała na najwyższej półce. Zrozumiałem, że musi być od razu pościelona i przykryłem ją szarą narzutą.

Podziemia Heliosa będą tętnić życiem
Agata Saraczyńska
2009-02-18, ostatnia aktualizacja 2009-02-18 20:09

Od piątku we Wrocławiu będzie o jedną galerię, salę koncertową i konferencyjną więcej. Nowy lokal kryje się 15 metrów pod kinem Helios przy ul. Kazimierza Wielkiego. Nosi tajemniczą nazwę XO
Choć budynek multipleksu stoi już osiem lat, to dopiero teraz zagospodarowane zostały przestrzenie pod najniżej położoną salą kinową i między garażami.

W otulinie z betonu umieszczona została klatka schodowa i dwukondygnacyjna sala koncertowo-widowiskowa. Na niemal dwóch tysiącach metrów kwadratowych zmieścić się tu będzie mogło nawet 1,2 tys. gości.

Z zewnątrz nic nie zapowiada istnienia tak wielkiego wnętrza: tylko skromny napis XO na szklanych drzwiach z niewielkim daszkiem w sąsiedztwie głównego wejścia do kina Helios. Dopiero po pokonaniu kilkudziesięciu schodów dotrzemy do zasadniczej części XO - najpierw na galerię z barem, a potem na kondygnację ze sceną.

Na razie trwają tu gorączkowe prace wykończeniowe, ale pierwsi goście zjawią się już w piątek po południu. Działalność zainauguruje wystawa Lecha Twardowskiego, wrocławskiego artysty tworzącego ekspresyjne malarstwo abstrakcyjne (wernisaż o godz. 18).

Za tydzień będzie tu pierwszy koncert - w czwartek wystąpią Tomasz Stańko i Andrzej Smolik, a w przyszły weekend gościć tu będzie z roztańczonym projektem klubowym Muzyczna Strefa Radia RAM.

Jednak szefowie bronią się przed nazywaniem XO klubem. - Wolimy raczej angielskie określenie multiplace, choć nie ma wygodnego tłumaczenia tego słowa na język polski - wyjaśnia Tomasz Koprowski, do którego należy także restauracja Pod Papugami, a niegdyś Metro Bar. - Nie określamy, dla kogo zbudowaliśmy to miejsce, jesteśmy otwarci na różne propozycje programowe. Będą tu organizowane imprezy i plastyczne, i filmowe, muzyczne i teatralne, a także eventy dla firm oraz konferencje. Naszą ideą było stworzenie przestrzeni o elastycznej formule, ale o doskonałych warunkach przede wszystkim akustycznych, która służyć może także jako studio nagraniowe. Zamierzamy zapraszać zarówno przedstawicieli rocka, jak i artystów jazzowych czy grających muzykę poważną.

Wnętrze o czarnych ścianach zostało specjalnie zaprojektowane i wytłumione.

Janusz Bilicki, drugi szef XO: - Stworzyliśmy rodzaj pudełka w pudełku, by nie zakłócać pracy kina, a tamtejsze hałasy nie docierały od nas. W marcu organizujemy szkolenie realizatorów dźwięku Meyer Sound, światowego potentata rynku nagłośnieniowego. Wtedy dodatkowo przebadamy i poprawimy naszą akustykę. Już teraz swoje koncerty zakontraktowały tu festiwal Jazz nad Odrą, biennale WRO, Musica Electronica Nova.

Skąd wzięła się nazwa XO, szefowie nie chcą zdradzić, a tym bardziej nie ujawniają, jakie może mieć ona znaczenie. W przyszłości zamierzają zorganizować konkurs na najlepsze rozwinięcie tej zagadki.

Źródło: Gazeta Wyborcza Wrocław
http://miasta.gazeta.pl/wroclaw/1,35751 ... yciem.html



© podbudowy drogowe, chudy beton, budowa dróg, stabilizacja gr design by e-nordstrom